Zdjęcia często decydują o tym, czy kupujący w ogóle zainteresuje się ofertą mieszkania lub domu. Sztuczna inteligencja pozwala dziś bardzo szybko poprawić fotografię, ale też zmienić ją tak mocno, że przestaje odpowiadać rzeczywistości. Ukryte zacieki, większy optycznie pokój czy zmieniony widok za oknem mogą stworzyć fałszywy obraz nieruchomości. Taką praktykę określa się jako housefishing. Jak się przed nią chronić?
Na czym polega housefishing?
Nie każda obróbka zdjęcia jest próbą wprowadzenia kupującego w błąd. Poprawienie oświetlenia czy pokazanie wnętrza z korzystniejszych stron może jedynie zwiększyć czytelność fotografii. Granica zostaje przekroczona wtedy, gdy zdjęcie utrudnia ocenę rzeczywistych cech nieruchomości.
Problemem będzie więc usunięcie ze zdjęcia zacieków czy usterek albo takie zmienienie proporcji wnętrza, aby wydawało się większe i bardziej atrakcyjne. Manipulacja może polegać również na zmniejszeniu mebli, co optycznie wydłuży pokój. Kupujący widzi wtedy lokal inny niż ten, który zastanie podczas oględzin.
Jak rozpoznać przerobione w ten sposób zdjęcia? Jednym z pierwszych sygnałów jest brak spójności między fotografiami w tym samym ogłoszeniu. Jeśli jedno pomieszczenie wygląda inaczej niż na pozostałych ujęciach albo zmieniają się jego proporcje, obrazom warto przyjrzeć się dokładniej. Podejrzenia mogą wzbudzić również przesadnie wygładzone lub mocno nasycone kolorami wnętrza i przestronne pokoje przy niewielkim deklarowanym metrażu. Sam taki szczegół nie dowodzi jeszcze manipulacji, ale jest powodem, by dokładniej zweryfikować ofertę.
Co sprawdzić podczas oglądania mieszkania?
Zdjęcie może wyglądać wiarygodnie, a mimo to nie oddawać rzeczywistego stanu lokalu. Dlatego dopiero oględziny pozwalają porównać ofertę z rzeczywistością. W czasie wizyty warto sprawdzić deklarowany metraż i układ pomieszczeń oraz zwrócić uwagę na miejsca, które na fotografiach wyglądały nietypowo.
Należy również przyjrzeć się ścianom i sufitom pod kątem zacieków lub pleśni oraz ocenić rzeczywiste proporcje pokoi i sprawdzić widok z okien. Właśnie te elementy mogą zostać przedstawione na zdjęciach w sposób korzystniejszy niż w rzeczywistości.
Jak zaznaczyliśmy na wstępie, sama ingerencja w fotografię nie przesądza o housefishingu. Liczy się zakres zmian. Jeśli zdjęcie nadal pozwala rzetelnie ocenić nieruchomość, poprawa światła czy sposobu prezentacji nie musi być problemem. Co innego, gdy edycja ukrywa wady albo zmienia cechy, które mogą wpłynąć na decyzję o zakupie. Dla kupującego najważniejsza jest więc zgodność ogłoszenia z rzeczywistością. Im bardziej idealnie wygląda oferta, tym dokładniej warto zweryfikować wygląd lokum w czasie jego oględzin.